- Cześć kochanie, jak się spało? - wesoło zapytał.
- Słuchaj, musimy o czymś porozmawiać. - sucho oznajmiła.
Karol nie wiedział, czego ma się spodziewać, jednak zauważył w jej oczach łzy. Przytulił ją mocno, pocałował. Nie chciał wiedzieć dlaczego płacze, bał się.
- Wyprowadzam się. - powiedziała i zaczęła płakać, nie mogła się uspokoić. Mimo, że Karol każdym sposobem starał się ją uspokoić ona wciąż płakała.
- No już, mała! - powiedział. Sara uwielbiała jak on tak do niej mówił. Tylko on tak się do niej zwracał.
- Nie, wszystko nie będzie już tak jak dawniej. Zapomnimy o sobie, ta odległość zniszczy to wszystko, to wszystko nad czym pracowaliśmy tyle lat. Od tak rozłączą się nasze drogi i już więcej się nie zobaczymy. Ja nie wiem jak możesz być tak spokojny, nie widzisz powagi sytuacji?!
- Kochanie, wiem. Rozumiem. Będziemy się widzieli w weekendy, wakacje, ferie. - mówił to, ale wiedział co im grozi.
- Naprawdę w to wierzysz? Nie mów tych wszystkich słów tylko po to żeby mi ulżyć. Skończ. - zaczęła bić rękoma w jego pierś. Rozpłakała się. Szlochała, a jedyne co mógł zrobić Karol to ją przytulić.
Stali tak na przystanku kilkadziesiąt minut. Ona opowiadała mu o wszystkim czego się boi, rozmawiali o czym tylko się dało. Nie poszli tego dnia do szkoły. Karol odprowadził Sarę do domu.
- Nie zapomnij o mnie, pamiętasz co powiedziałeś? - zapytała.
- Tak, pamiętam każde słowo, żadnego nie żałuję. Kocham Cię mała, wiesz to! Nie zapomnę o obie nigdy, nie potrafię. Zaczekam na ciebie, to nie jest koniec!
Sam nie wierzył w to co mówił, każdy przecież dobrze wie, że odległość robi swoje. Nie był pewny swoich słów, oprócz dwóch najważniejszych - Kocham Cię! - powtórzył i czule pocałował Sarę w usta. Nie był to zwykły pocałunek, chciał aby na zawsze zapamiętała tą chwilę.
- Kocham cię, kochanie! Pamiętaj o mnie zawsze.- wciąż płakała, jednak już mniej. - Pamiętaj, na zawsze będziesz w moim sercu, od zawsze i na zawsze. Będę na Ciebie czekała o każdej porze. Tylko powiedz, a ja się znowu pojawię u twojego boku. - przytuliła go mocno, oczekiwała na jego czuły pocałunek w głowę. Tak też się stało.
Przed blokiem były ławki na których zawsze siedzieli. Usiedli też tym razem, było ciemno, zimy piątkowy wieczór. Jesień, wiał lekki wiatr. Karol objął mocno Sarę, siedzieli ta do nocy.
Objęci, długo rozmawiali jak to wszystko będzie teraz wyglądało, co z ich spotkaniami. Rozmawiali o wszystkim. Gdy zrobiło się już na prawdę późno, Karol odprowadził ją do domu. Nastał czas pożegnania. Ich pocałunek był wyjątkowy, pełen miłości i obaw. Przytuleni do siebie, ona płakała, on ją uspokajał.
Od tamtego czasu widzieli się kilka razy. Odległość zrobiła swoje. Po Wielkanocy rok później, nigdy więcej się nie widzieli. To był koniec ich miłości, ich spotkać i czułości. Jednak oboje dotrzymali obietnicy - nigdy o sobie nie zapomnieli.
KONIEC

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz